W piątek otwarcie sklepu. Jakby nie było Krawiel został sprzedawcą telewizorów. Tak, dokładnie tak. Na razie stawiamy sklep, bo trzeba się zżyć z miejscem pracy.
Co więcej powiedzieć.
Wczoraj byliśmy na nocy z reklamami. Najpierw zgubiliśmy się w centrum handlowym, a później dobrze bawiliśmy się na reklamach społecznych. Wiadomo jak jest.
Obejrzałem 28 dni później i jestem pod wrażeniem. Klimat skojarzył mi się z jednym z numerów Hellblazera.
niedziela, 30 listopada 2008
środa, 26 listopada 2008
Przestrzenie część kolejna
Zawsze tak jest, że kiedy jest naprawdę blisko, to coś kurwa przestawia się w przestrzeni i nie daje ogólnie rady.
Proste historie związane z empatia, bądź jej brakiem. Proste historie, które trzeba później tłumaczyć na kilka języków i poziomów.
Proste historie związane z empatia, bądź jej brakiem. Proste historie, które trzeba później tłumaczyć na kilka języków i poziomów.
niedziela, 23 listopada 2008
Flaki
Książka Białkowskiego nie jest lekka. Więcej napiszę już na olsztynie wschodnim. Słucham Faith The Cure, tak jak kiedyś w marcu.
Nie wiem co będzie na obiad, lubię czasami ten dreszczyk emocji.
Nie wiem co będzie na obiad, lubię czasami ten dreszczyk emocji.
środa, 12 listopada 2008
Mamy swoje grafiki
bywało lepiej. ewidentnie. Warmia nie przyjęła mnie dobrze, ja się odwdzięczyłem. uciekinierów nikt nie lubi.
piątek, 7 listopada 2008
Ermland
Pije zimne piwo. Siedzę w Barczewie. Odpoczywam? Nie wiem. Musze raz przynajmniej się najebać. Tyle.
czwartek, 6 listopada 2008
Mam plik ulotek zamiast dłoni. Zamiast języka mam funkcje fatyczne mowy. Nie mam jeszcze tytułu magistra i chyba nie będę miał dzisiaj na chleb. Wczoraj padało, a dzisiaj świeci słońce. Jest jednak zimno i ręce znowu czerwienieją na wietrze. Zbiórki mamy o jedenastej, wszyscy się spóźniają, bo nikt nie chce być ulotkarzem.
Na marginesie nienawidzę określenia Wroclove.
Na marginesie nienawidzę określenia Wroclove.
poniedziałek, 3 listopada 2008
Kilometry
Siedzimy nad Łyną. Natalie częstuje mnie skrętem. Przypominam sobie tyłek Scarlett w Między słowami. Nie mogę się opanować, by nie namówić jej do wstania, żeby podać mi paczkę petów. Oglądam jej dupę wtedy. Dobre palenie mają. Rozluźnia mnie. Oglądam przepływająca pod moimi nogami Łynę.
-Lubimy takie dni- mówią ta razem, jakby jednym głosem. Słońce powoli chowa się za drzewami. Ja już nie wiem w której utracie świadomości jestem.
-Lubimy takie dni- mówią ta razem, jakby jednym głosem. Słońce powoli chowa się za drzewami. Ja już nie wiem w której utracie świadomości jestem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)